Salala, Oman 2024.
Kiedy w recepcji hotelowej załatwiam formalności z fotografii w ozdobnej ramie obserwuje mnie dwóch sułtanów. Na pierwszy rzut oka wydają się identyczni: mężczyźni z siwymi brodami siedzą na złotych tronach odziani w białe diszdasze i czarne kaftany, z turbanami na głowach, handżarami przy pasie i szablami opartymi o podłogę. Spoglądają na mnie bacznie, aczkolwiek łagodnie, jak wielcy i dobrotliwi ojcowie narodu. Ten po lewej to aktualnie rządzący sułtan Hajsam ibn Tarik Al Sa’id, a ten po prawej to sułtan Kabus ibn Sa’id, zmarły 2020 r.
Jutro w Omanie obchodzi się święto narodowe – 18 listopada 1650 r., imam Sułtan I ibn Sajf al-Ja’arubi wypędził Portugalczyków z kraju. 18 listopada 1940 r. to także data urodzin zmarłego sułtana Kabusa, a więc podwójna okazja. W całym kraju urządzono wielkie obchody, a w stolicy Maskat odbędzie się parada wojskowa. Ulice i budynki ozdobiono flagami narodowymi oraz podobiznami sułtanów. Omańczycy z tej okazji mają wolny długi weekend - od poniedziałku do piątku, gdyż piątek - dzień modlitwy - w krajach muzułmańskich jest naszą niedzielą.
Sułtan Kabus jest nadal czczony jako ojciec narodu. W młodości dokonał bezkrwawego zamachu stanu i obalił własnego ojca Sa’ida ibn Tajmura, który stał się despotą. 23 lipca 1970 r. przejął władzę, a zdetronizowanego ojca skazał na luksusową banicję w Londynie, gdzie Sa’id ibn Tajmur do końca życia mieszkał w hotelu The Dorchester. Kabus odziedziczył państwo zacofane i tak gruntownie je zreformował, że pod koniec jego rządów niemal w niczym nie przypominało ono tego zastanego na początku, kiedy to w Omanie było kilka kilometrów dróg, jeden szpital i trzy szkoły podstawowe, panowało niewolnictwo, a poddani nie mogli opuszczać kraju bez zgody władcy. Profity pochodzące ze złóż ropy naftowej odkrytych w latach 60. ubiegłego wieku nowy sułtan zainwestował w modernizację i reformy kraju. Wezwał też do powrotu obywateli z uchodźstwa, oferując im wykształcenie i zatrudnienie w sektorze państwowym. Dziś Oman jest jednym z najbogatszych i najbezpieczniejszych krajów świata, nazywanym „arabską Szwajcarią” także ze względu na swoją neutralność. Obywatele mają autostrady, tanią benzynę, darmową opiekę zdrowotną, powszechny dostęp do edukacji i jedną z najmocniejszych walut na świecie (1 OMR – rial omański kosztuje 2,6 dolara). Choć Oman nadal pozostaje monarchią absolutną posiada rząd i Radę Konsultacyjną (Madżalis asz-Szura) złożoną z 84 członków, w tym z kobiet. Obywatele mają prawo wyborcze i głosują po ukończeniu 21 roku życia.
O życiu prywatnym sułtana Kabusa wiadomo niewiele. W latach 70. w celach dynastycznych pojął za żonę kuzynkę pierwszego stopnia, ale rozwiódł się szybko i nie doczekał nigdy następcy tronu. Od tego czasu żył samotnie. Mawiano, że „ożenił się z Omanem”. Plotkowano, że miał słabość do samochodów sportowych i lubił otaczać się młodymi, przystojnymi asystentami. Być może to przełożyło się na względny liberalizm Kabusa, który prawo szariatu pozostawił na papierze.
Poddani martwili się jednak o to, kto zostanie następcą postępowego i dobrego władcy. Jeszcze przed śmiercią Kabus wskazał na swojego kuzyna Hajsama ibn Tarik Al Sa’ida, który w rządzie swojego poprzednika pełnił ważne funkcje i powierzano mu istotne role dyplomatyczne. Obecny sułtan kontynuuje politykę i dzieło ojca narodu. Kabus ibn Sa’id zmarł w wieku 79 lat jako jeden z najdłużej panujących przywódców w historii świata.
Do Omanu przylecieliśmy późno w nocy. Jadąc z nowoczesnego lotniska w Salala do Mirbatu przez okna samochodu nie mogę dostrzec niczego, choć dwupasmowa autostrada jest znakomicie oświetlona przez latarnie zalewające asfalt żółtym światłem. Ciemność i pustka, dające poczucie nicości. Z jednej strony w tej nicości można przeczuć ocean, z drugiej - pasmo wysokich gór. Przez nie, niczym ognisty wąż wije się inna oświetlona autostrada prowadząca w kierunku Maskatu.
Omańskie kobiety
Nazajutrz przed wejście do hotelu zajeżdżają nowiuśkie terenowe Toyoty i Lexusy (biały SUV Land Cruiser w Omanie jest pojazdem użytkowym, najczęściej spotykanym na drogach). Wysiadają z nich bogate omańskie rodziny, które będą spędzać dugi weekend w luksusowym hotelu nad brzegiem morza. Do holu najpierw wchodzi mężczyzna w białej diszdaszy (długiej tunice – przyp. aut.) i kummye na głowie niosący bagaże, a za nim jego pierwsza, druga i trzecia żona w czarnych strojach zwanych abaja, w hijabie czyli chuście na głowie oraz nikabie zakrywającym twarz. Kobiety pachnące orientalnymi perfumami z eleganckimi torebeczkami od znanych projektantów mody prowadzą gromadki dzieci.
W ciągu dnia przestronny hol luksusowego hotelu wypełnia się omańskimi gośćmi w białych i czarnych strojach. Wszędzie pachnie kadzidłem i perfumami Amouage. Mężczyźni we własnym gronie popijają omańską kahawe (cienka, gorzka kawa z kardamonem – przyp. aut.), zagryzając daktylami. Kobiety oddzielnie rozsiadły się na wygodnych hotelowych sofach i fotelach. Plotkują lub skrolują ekrany telefonów. Dzieci - zarówno chłopcy, jak i dziewczynki w kolorowych, markowych ubraniach - bawią się ze sobą lub też trzymają w rękach drogie smartfony.
Omańczycy obserwują ukradkiem europejskich turystów wzrokiem, który nie widzi. Mężczyźni spoglądają w wielkie lustra wiszące na przeciwległych ścianach, gdy przechodzi jakaś ładna, roznegliżowana kobieta. W ten sposób mogą patrzeć nie patrząc. Omanki zakrywają całkowicie twarz czarnymi welonami, tak aby podglądać zachowując własną prywatność.
Turyści zaciekawieni przybyciem lokalsów ukradkiem starają się robić im zdjęcia. Późnym popołudniem przy hotelowym basenie roi się od kobiet zakutanych na czarno. Jest jeszcze gorąco, a one w czarnych wielowarstwowych strojach siedzą na leżakach i doglądają dzieci, które wraz z ojcami kąpią się w basenie. Wszyscy ubrani w długie spodenki i koszulki. Czasami jakaś młoda Omanka zdecyduje się popływać, ale obowiązkowo w arabskim stroju kąpielowym, integralnie zakrywającym ciało od kostek po przeguby dłoni i z czarną chustką na głowie.
Turyści obserwują widowisko. Lokalsi starają się nie patrzeć na ich obnażone ciała w skąpych kostiumach kąpielowych. Jedni i drudzy zerkają na siebie z nieufnością i wzajemnymi uprzedzeniami. Co myślą Europejczycy mogę sobie wyobrazić. Ciekawi mnie natomiast, co myślą o nas omańskie kobiety?
Aby poznać lepiej ich kulturę sięgam do książek dwóch polskich autorek: Z miłości to współczuję. Opowieści z Omanu Agaty Romaniuk i Kraj najszczęśliwszych kobiet. O czym szepczą omańskie ściany Anny Machowskiej-Wądołowskiej.
Nie pierwszy raz odwiedzam islamskie kraje. W porównaniu z innymi prawo w Omanie jest mniej restrykcyjne. Kobiety mogą tu prowadzić samochód i pracować w dowolnym zawodzie. Jeszcze do niedawna Omanki nosiły barwne, tradycyjne stroje. Moda na czerń przyszła z Arabii Saudyjskiej. Jest uważana za najelegantszy kolor. Na wsi nosi się jeszcze na kolorowo, ale w mieście obowiązuje czerń.
Jak opowiada Anna Machowska-Wądołowska, Oman to kraj, w którym kobiety uważają się za najszczęśliwsze na świecie. Są traktowane jak piękne, delikatne kwiaty. Jak księżniczki. Kobiety omańskie mają służbę w domu i niańkę, bo ich głównym zadaniem jest wyjść za mąż i rodzić dzieci. Żadna jednak nie wychodzi za mąż z miłości. Są to małżeństwa kombinowane, zawierane najczęściej wewnątrz własnej kabili – czyli rodu – i nierzadko wśród kuzynów pierwszego stopnia. Jeżeli omański mężczyzna chce poślubić wyswataną kobietę musi zapłacić jej posag i obdarować złotem. Zgodnie z prawem nie powinien on przekraczać 5 tys. omańskich riali (50 tys. złotych), ale zdarza się, że wynosi więcej. Przed zaręczynami rodziny omawiają warunki małżeństwa i podpisuje się kontrakt. Mężczyzna musi dać żonie dom i zapewnić utrzymanie, a także zadbać o dzieci. Jeżeli ona pracuje, całą pensję pozostawia dla siebie. W domu kobiety robią niewiele, gdyż większość prac domowych wykonują mężczyźni lub służba. Jeżeli mąż chce pojąć drugą, trzecią lub czwartą żonę (na co zezwala Koran), każdej z nich musi dać i zapewnić to samo, co pierwszej. W razie uzasadnionego rozwodu, żona zatrzymuje wszystko.
„Wspaniale!” – myślę sobie. – „Nic tylko wyjść za Omańczyka!”
To afiszowane szczęście ma jednak drugie dno. Opisuje je niezwykle trafnie Agata Romaniuk. Przywileje dotyczą tylko kobiet z wysokich rodów. Tym mniej zamożnym i zupełnie biednym, nie jest wcale tak dobrze. Dziewczęta ze wsi są zwykle wydawane za dużo starszych i wcale nie tak zamożnych mężczyzn, w domu muszą pracować oraz pełnić wiele obowiązków. Obyczajowość omańska nie dopuszcza innej formy relacji męsko-damskiej jak małżeństwo. Seks przed i pozamałżeński jest zakazany, i karany więzieniem. Nie istnieje przestępstwo przemocy domowej, a gwałty małżeńskie nie są ewenementem, ale rzadko zgłasza się to na policję. Kobieta nie może rozwieść się na własne życzenie. Rozprawy dobywają się przed szariackim sądem, gdzie zasiadają sami mężczyźni o poglądach konserwatywno-patriarchalnych, zakładający z góry, że to małżonka jest winna. W związkach przy tak bliskim pokrewieństwie dużym problemem pozostają choroby genetyczne dzieci. Choć się do tego nie przyznają dla arabskich kobiet to tragedia, gdy mąż bierze kolejną żonę. Wtedy zwykle pozostawia je same sobie, a majątek rodzinny zostaje uszczuplony i podzielony.
To tylko czubek lodowej góry tego, co skrywają domowe mury w Omanie.
„Nie dziękuje! Za żadne skarby świata!” – myślę sobie patrząc na Omanki w eleganckich czarnych abajach z torebeczkami Diora siedzące w hotelowym holu.
Zufar – perła Omanu
„Oman to klejnot Bliskiego Wschodu, który zachwyca różnorodnością krajobrazów, bogatą kulturą i gościnnością mieszkańców. To idealne miejsce dla tych, którzy szukają spokoju, przygody i egzotycznych widoków” – kusi reklama biura podróży.
Turystyka w Omanie zaczęła rozwijać się zaledwie od kilkunastu lat. Nie ma więc tu tylu hoteli co w Egipcie, a i Morzu Arabskiemu pełnemu zielonych alg daleko do Morza Czerwonego i jego bogatej bariery koralowej. Za to obsługa hotelowa, porządek i ceny są iście szwajcarskie. 10 lat temu do Omanu przyjeżdżało zaledwie kilkanaście tysięcy turystów zagranicznych. Dziś jest ich ponad sto dwadzieścia tysięcy. Większość obcokrajowców odwiedza jednak stolicę Maskat i pobliskie rejony, nie zapuszczając się na południe do Salali odległej o tysiąc kilometrów. Najlepszy czas na podróż do tego kraju to okres od listopada do marca, kiedy klimat jest umiarkowany, a temperatury oscylują w granicach 20-30°C. Sezon letni trwający od maja, do września jest wilgotny i gorący, a temperatury osiągają blisko 50°C.
W okresie letnim w regionie Zufar (Dhofar), położonym w południowo-zachodniej części, przy granicy z Jemenem i Arabią Saudyjską, występują monsuny zwane khareef. Zufar to największe gubernatorstwo zajmujące blisko jedną trzecią powierzchni całego kraju, a także kraina geograficzna o unikalnym klimacie i pejzażu. Letnie monsuny przekształcają pustynny krajobraz w bujny, zielony ogród pełen turkusowych wodospadów. Wtedy to do Zufaru zjeżdża ponad 3 mln turystów z pobliskich krajów arabskich i z samego Omanu. Arabowie nie lubią morza, cenią góry i zielone oazy. Turystyka zagraniczna jest dla Omanu kolejnym etapem modernizacji oraz otwarcia się na świat.
Kiedy opuszczam nadmorski hotel w Mirbat, dawnej stolicy Zufaru, zdaję sobie sprawę, że leży on na pustkowiu. Dalej, wzdłuż prostej, dobrze wyasfaltowanej drogi stoją wystawne domy otoczone murem, przed którym zaparkowano dwie lub trzy białe toyoty. Wokół domów nie ma jednak nic - ani drzew, ani trawników, ani sklepów. Tylko piach wyjeżdżony kołami samochodów terenowych.
Jadąc dwupasmową autostradą wiodącą w kierunku Salali – stolicy gubernatorstwa i drugiego miasta Omanu – po jednej stronie można oglądać morze, po drugiej góry. Co kilkadziesiąt metrów stoją znaki drogowe ostrzegające przed wielbłądami. Wzdłuż drogi na pustynnych polach porośniętych wysuszoną trawą pasą się dromadery. Trzeba na nie uważać, gdyż zwierzęta wchodzą na autostradę, by przejść na drugą stronę.
Za Mirbatem skręcamy na drogę wiodącą w kierunku pasma górskiego Dżabal Samhan, mijając charakterystyczne omańskie wioski usytuowane na pustkowiu oraz piękne doliny. Na poboczach rosną krzewy pustynnych róż symbolizujące piękno i wytrwałość w trudnych warunkach. W latach 60. i 70. ubiegłego wieku góry te dały schronienie komunistycznym rebeliantom z Ludowego Frontu Wyzwolenia Omanu i Zatoki Arabskiej (PFLOAG), którzy walczyli z siłami rządowymi Sułtanatu Omanu wspieranymi przez sojuszników Wielką Brytanię i Iran. Powstanie w Zufarze wywołane przez Beduinów żyjących w skrajnej biedzie miało swoje podłoże w nierównościach społecznych i autorytarnych rządach sułtana Saida ibn Tajmura, ale wpisywało się w szerszy kontekst zimnej wojny. Rebelianci wspierani przez Jemen Południowy, ZSRR i Chiny przegrali, ale ich rebelia była impulsem do przewrotu pałacowego i późniejszych reform sułtana Kabusa. W 1997 r. na obszarze Dżabal Samhan utworzono rezerwat przyrody, obejmujący tereny górzyste i pustynne. Na południowym wschodzie strome zbocza masywu górskiego tworzą monumentalną skarpę spadającą stromo ponad tysiąc metrów i ciągnącą się aż do nizin przybrzeżnych, a na zachodzie opadają łagodnie ku pustyni. Masyw przecinają głębokie wąwozy wyrzeźbione przez rzeki epizodyczne zwane wadi. W czasie pory deszczowej suche łożyska rzeczne wypełniają się wodą, a wszystko dookoła zieleni. Docieramy wreszcie do punktu widokowego, aby zobaczyć ten cud natury. Choć to pora sucha, tego dnia akurat niespodziewanie pada deszcz. Atmosfera jest więc jak w sezonie khareef. Dżabal Samhan spowija gęsta mgła. Rozległa przepaść poniżej monumentalnej skarpy paruje. Czuję się jakbym znalazła się w nicości prymordialnej – w stanie pierwotnej pustki, z której wyłonił się świat.
W drodze powrotnej zatrzymujemy się w rajskiej dolinie Wadi Darbat, jednym z najpiękniejszych miejsc Zufaru, słynącym z pocztówkowych widoków tworzonych przez epizodyczne wodospady spływające w dół z wapiennych skał w porze monsunów. W dolinie płynie rzeka, której woda ma kolor turkusowy. To idealne miejsce na rodzinne pikniki, spacery, pływanie łódką lub relaks w cieniu drzew, gdy doskwiera upał. To także idealne miejsce na wypas wielbłądów. Można spotkać ich tu setki, a nawet tysiące. Spacerują spokojnie podgryzając liście akacji. Zaciekawione przybyciem turystów pozują przez chwilę do zdjęć szczerząc zęby, a nawet dają się pogłaskać. Potem odchodzą w kierunku wody. Każde ze zwierząt jest znaczone i ma swojego właściciela. W Omanie dromadery są traktowane jak zwierzęta domowe, tak jak u nas psy i koty. W tym kraju żyje ich blisko trzysta tysięcy. Ich hodowla nie jest już tak opłacalna, jak dawniej, gdy jamal był rodzajem monety, za którą można było kupić nawet żonę. Dziś to raczej wydatek niż dochód, ale Omańczycy nie potrafią zrezygnować z wyścigów wielbłądów oraz z wielbłądzich konkursów piękności.
Kadzidło droższe od złota
Khor Roi to jedno z najważniejszych stanowisk archeologicznych w Omanie, położone 40 km od Salali. W 2000 r., wraz z innymi czterema miejscami zostało wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO jako część Szlaku Kadzidlanego odpowiadającego historycznej Krainie Kadzidła. Tu znajdują się ruiny starożytnego ufortyfikowanego miasta Sumhuram, które zostało założone w III wieku p.n.e., jako placówka Królestwa Hadramwat, słynącego z produkcji i eksportu olibanum - żywicy kadzidłowej z drzew Boswellia sacra, będącego jednym z najcenniejszych towarów w starożytności. Był to ważny węzeł handlowy, gdzie kadzidło produkowane w Zufarze wysyłano drogą morską do Indii i na Daleki Wschód. Tu zaczynał się też antyczny Szlak Kadzidlany wiodący przez Półwysep Arabski. Karawany ruszały z Khor Roi do Shirsr, a następnie wędrowały przez pustynię Al-Rab al-Chali, zatrzymując się w oazach Najran, Marib i Shabwah. Szlak wiódł w kierunku Petry (dzisiejsza Jordania), a następnie towar trafiał do Gazy skąd był eksportowany do Egiptu, Grecji i Rzymu.
Dziś po starożytnej fortecy zbudowanej na wzniesieniu pozostały tylko kamienne fundamenty. Pozostałości muru fortyfikacyjnego, bram, domów, świątyń, spichlerzy i magazynów kadzidła opowiadają o tym, jak starannie ją zaprojektowano. Obchodzimy ruiny miasta dookoła i naszym oczom ukazuje się niesamowity widok. Przed nami rozpościera się jezioro lub zatoka morska wcinająca się głęboko w głąb lądu. Jest oddzielona od morza piaszczystym łachem zalewanym podczas przypływu. W ten sposób tworzy się estuarium, w którym woda słodka spływająca z Wadi Darbat miesza się ze tą słoną z Oceanu Indyjskiego.
Kiedy lokalny przewodnik opowiada nam o historii Omanu i roli kadzidła, które przed ropą naftową było złotem tego kraju, mam wrażenie, jakby coś zostało przemilczane. „A niewolnictwo?” – dopytuję. „Sułtan Kabus zniósł je” – odpowiedź jest zdawkowa. Wizerunek nowego Omanu musi być nieskazitelny jak białe diszdasze.
Oman był dawniej potężnym imperium morskim obejmującym swoim zasięgiem terytoria Zanzibaru, południowego Beludżystanu, zjednoczonych Emiratów Arabskich, a także wybrzeża Kenii, Tanzanii i Mozambiku. Związki Omanu z Zanzibarem uczyniły Sułtanat Maskatu jednym z najważniejszych centrów handlu niewolnikami w XIX w. W latach 20. ubiegłego wieku sułtanat stracił dużą część swoich terytoriów, które stały się Omanem Traktatowym, protektoratem Wielkiej Brytanii. Pod presją ze strony Anglików sułtanat zrezygnował z handlu żywym towarem, co wpłynęło na utratę jego wpływów politycznych i gospodarczych. Jednak niewolnictwo było częścią społecznej i gospodarczej struktury Omanu przez bardzo długi czas. Dopiero w 1970 roku zniósł je oficjalnie sułtan Kabus. Od tego czasu upłynęło zaledwie pół wieku. Jeszcze dziś w Omanie żyją ludzie, którzy w młodości byli niewolnikami. To bardzo drażliwy temat. Biała plama historii. We współczesnym Omanie czuć jednak nadal, że tu przez wieki stosunki społeczne opierały się na wykorzystywaniu człowieka przez człowieka.
Zachód słońca oglądamy z klifu nadmorskiego znajdującego się na wschód od miasta Taquah i stanowiącego część płaskowyżu rozciągającego się nad Morzem Arabskim. Brzeg jest urwisty, wysoki, bogaty w pęknięcia i jaskinie. Wygląda jak niezwykłe dzieło land artu. Przed nami, w dole rozpościera się Taquah, a przed nią biała, długa i całkowicie pusta plaża. Dawna wioska rybacka dziś rozrasta się w mgnieniu oka. W oddali po prawej widać jeden z trzech pałaców sułtana znajdujących się w gubernatorstwie Zufaru, rodzinnej ziemi Kabusa. Wokół niego wyrastają wystawne domy jego poddanych.
Na płaskowyżu stoi kilkanaście terenowych samochodów. Z okazji święta rodziny omańskie przyjechały tu na piknik. Przy SUV-ach rozłożono turystyczne stoliki i fotele lub rozwinięto dywany na ziemi. Mężczyźni w białych strojach, kobiety w czarnych, a dzieci ubrane na kolorowo popijają herbatę lub kahawe zagryzając daktylami i chrupiącym omańskim chlebem na miodzie. Niektórzy Omańczycy siedzą samotnie nad brzegiem urwiska podziwiając surowe piękno natury stworzonej przez Najwyższego. Mężczyźni powoli przygotowują się do wieczornej modlitwy rozkładając małe dywaniki przodem w kierunku Mekki. Maghrib odprawia się tuż po zachodzie słońca, gdy na niebie widać jeszcze ostatnie promienie. To modlitwa dziękczynna za miniony dzień.
Wdaję się w rozmowę z jedną z omańskich kobiet, która wraz z rodziną przybyła tu na piknik. Jest ubrana na czarno, ale nie ma zakrytej twarzy. Mówi mi, że pracuje w międzynarodowym hotelu na recepcji i lubi rozmawiać z obcokrajowcami. Jest niezwykle uprzejma. Przedstawia mi swoją siostrę i z dumą pokazuje willę w okolicy pałacu Jego Wysokości. Opowiada, że Omańczycy otrzymują za darmo ziemię od rządu, aby wybudować na niej swój dom.
Kiedy czerwona kula słońca znika za horyzontem z oddali dobiega głos muezzina wzywający na wieczorną modlitwę. Wiatr niesie słowa „Allah Akbar, Allah Akbar”.
Salala
W drodze do stolicy Zufaru mijamy kolejny pałac sułtana, ten z widokiem na góry, w którym Kabus ibn Sa’id spędzał chętnie czas. Z okien samochodu nie udaje się dostrzec zbyt wiele. Wydaje się, że szary mur z wieżyczkami strażniczymi okalający królewską rezydencję ciągnie się w nieskończoność. Przed nim rozpościera się olbrzymie pole. Kiedy Kabus przyjeżdżał tu ze swoim dworem i całym rządem, by zatrzymać się na dłużej, na polu ustawiano stoły i wydawano ucztę dla ludu.
Drugie co do wielkości miasto Omanu jest zamieszkiwane przez ćwierć miliona ludzi. Przy szerokich, dwupasmowych ulicach stoją nowoczesne budynki w stylu arabskim nie przekraczające jednak dziesięciu pięter: apartamentowce, biurowce, banki. I tu uderza brak trawników, chodników, a przede wszystkim pasów dla pieszych. Samochody jeżdżą z dużą szybkością, a ludzie – głównie robotnicy zagraniczni w zielonych ubraniach ochronnych – przebiegają przez dwupasmówki narażając życie. Na wszystkim osiada wszędobylski kurz.
Oman liczący 309 500 km2 jest trzecim co do wielkości krajem na Półwyspie Arabskim i jednym z najmniej zaludnionych krajów na świecie. Zamieszkuje go 4,5 mln ludzi, z czego 60 proc. to Omańczycy, a pozostałe 40 proc. obcokrajowcy – głównie pracownicy z Indii, Bangladeszu, Pakistanu, Filipin, Egiptu. To przede wszystkim ci drudzy pracują na dobrobyt Omanu, wykonując większość zajęć fizycznych. W Omanie obowiązuje jednak „omanizacja”. To oficjalnie przyjęta strategia rządu mająca na celu zwiększenie udziału obywateli w krajowym rynku pracy. Są nakładane limity na zatrudnienie cudzoziemców w określonych branżach – np. w sektorze hotelowym na trzech pracowników zagranicznych trzeba zapewnić zatrudnienie jednemu rodowitemu Omańczykowi. Wśród pracowników budowlanych odsetek ten jest niższy, ale są i sektory, w których zabrania się zatrudniania obcokrajowców – np. administracja. Wiele firm preferuje zagranicznych pracowników ze względu na niższe koszty, większe doświadczenie i profesjonalizm. Omańczycy nie lubią pracować i śpieszą się zawsze powoli.
Główną atrakcją turystyczną Salali jest Meczet Sułtana Kabusa ibn Sa’ida – imponująca, nowoczesna budowla w samym sercu miasta. Łączy tradycyjne elementy islamskiej architektury z nowoczesnością. Jest najważniejszym miejscem modlitwy w mieście i może pomieścić kilka tysięcy wiernych. Bogato zdobiona kopuła i eleganckie minarety odbijają się niczym w tafli wody w drogim, jasnym marmurze, którym wyłożono dziedziniec. Przy wejściu znajdują się pomieszczenia ablucyjne dla mężczyzn. Przestrzenne, jasne wnętrze jest podzielone czterema filarami wspierającymi kopułę. Pod nią wisi ogromny żyrandol wykonany z weneckiego szkła z Murano. Podłogę przykrywa olbrzymi, perski dywan w kolorze turkusowo-zielonym, z poprzecznymi liniami wyznaczającymi miejsce modlitwy. Wprawdzie żyrandol i dywan nie są tak wielkie jak te w Meczecie Sułtana Kabusa w Maskacie, ale nadają wnętrzu majestatyczny charakter.
Przed wejściem zdjęliśmy buty, a strażnik uważnie skontrolował nasze stroje i to, aby wszystkie kobiety miały zakryte głowy chustą i nie wystawał spod nich nawet kosmyk. Normalnie kobiety nigdy nie wchodzą do głównej sali, aby nie rozpraszać niczym mężczyzn podczas modlitwy. Dla nich jest oddzielnie miejsce z boku meczetu, z oddzielną toaletą ablucyjną.
Naprzeciw wejścia znajduje się nisza, z której przemawia imam i która wyznacza kierunek Mekki. Wiszą przy niej elektroniczne zegary pokazujące pory pięciu modlitw dziennych, datę i godzinę. Wzdłuż ścian i przy filarach umieszczono biblioteczki, w których znajduje się Koran. Ich ozdobne grzbiety tworzą arabeskową dekorację.
Przewodnik lokalny opowiada nam o islamskiej wierze. Wymienia pięć filarów islamu: Sahada – świadectwo wiary, Salat – modlitwa, Zakat – jałmużna, Swam – post podczas Ramadanu, Hadżdż – pielgrzymka do Mekki. Mówi o jakich porach odbywa się modlitwa: przed wschodem słońca – Fadżr, w południe – Zuhr, po południu – Asr, po zachodzie słońca – Maghrib, w nocy – Isha. Pokazuje też jak modlą się muzułmanie. Mężczyźni mają obowiązek przychodzić do meczetu, kobiety mogą modlić się w domach. Dla pracujących i chorych są jednak odstępstwa i ułatwienia. W piątki w meczecie spotykają się wszyscy i południowa modlitwa trwa blisko godzinę.
Religia, jak we wszystkich krajach islamskich, odgrywa kluczową rolę w życiu społecznym i kulturalnym. Oman jest jednak jednym z nielicznych krajów, gdzie większość ludności (ponad 70 proc.), wyznaje ibadytyzm – najbardziej umiarkowaną i tolerancyjną odmianę islamu. Choć islam jest religią państwową, konstytucja gwarantuje wolność wyznania, a rząd wspiera dialog międzyreligijny. W Maskacie i Salali są także kościoły chrześcijańskie oraz świątynie hinduistyczne. Szariat (prawo islamskie) to podstawa systemu prawnego, ale w wielu aspektach dotyczących zwłaszcza niemuzułmanów są stosowane przepisy świeckie.
Spod Meczetu Sułtana Kabusa przejeżdżamy pod Pałac Al-Husn będący letnią rezydencją Jego Wysokości, położony w okolicy wybrzeża. Niestety można obejrzeć tylko z zewnątrz jego kilometrowe, wysokie mury. Pozwalają dostrzec jedynie wysoki minaret i piękną, niebieską kopułę. Przy bramie, w której znajdują się dwie małe furtki – jedna dla mężczyzn, druga dla kobiet - ciekawskich wita herb królewski Omanu, najważniejszy emblemat kraju znajdujący się na fladze, pieczęciach i banknotach. Na pierwszym planie dwie skrzyżowane szable symbolizujące siłę i odwagę, za nimi tradycyjny sztylet omański – handżar, symbol dumy narodowej i dziedzictwa Omanu, osadzony za ozdobnym pasem, elementem stroju narodowego, a na górze królewska korona. Nad bramą góruje wysoka wieża zegarowa, przypominająca Big Ben w arabskim stylu. To znak nostalgii sułtana Kabusa za Londynem, w którym spędził młodość. Pałac otaczają zielone ogrody, w których zadziwiają monumentalne palmy. Idealne miejsce do spaceru dla poddanych i turystów.
Pałac Al-Husn jest świadectwem bliskiego związku sułtana Kabusa ibn Sa’ida z Salalą i rodzinnym Zufarem. Lubił tu przebywać i spędzał zawsze kilka miesięcy w roku w swoich zufarskich posiadłościach. Za nim oczywiście przemieszczał się cały dwór oraz rząd z rodzinami. Aby obsłużyć wszystkich potrzebnych było kilka tysięcy ludzi. Obecny sułtan Hajsam ibn Tarik Al Sa’id już tak często tu nie bywa.
Pobliski suk Al-Husn rozczarowuje mnie. Targ jest przereklamowany i drogi. Owszem oferuje kadzidło nawet to najwyższej jakości oraz perfumy Amouage w trochę niższej cenie, ale omańskiego rzemiosła już tutaj nie ma. Magnezy na lodówkę i upominki made in China, kaszmirowe szale słabej jakości z Indii, kolorowe torebki, pluszowe wielbłądy, kummy – czyli tradycyjne omańskie nakrycia głowy, lokalne kosmetyki, esencje i przyprawy. Dziś nie trzeba przebywać tysięcy kilometrów, aby takie rzeczy kupić. Flagi omańskie i podobizny sułtanów zdobiące każdy zakątek przypominają, że w Omanie obchodzi się narodowe święto.
Salala słynie jednak z czegoś innego. W przeciwieństwie do 80 proc. pustynnego terytorium kraju, tutaj jest stosunkowo zielono nawet w sezonie suchym. Pobocze dróg zajmują plantacje bananów, palm kokosowych, a także drzew owocowych pomarańczy, papai i mango. Są tu uprawiane warzywa (pomidory, ogórki, bakłażany, cukinie, papryka, ziemniaki, cebula i inne) oraz soczyste, słodkie arbuzy. Charakterystyczne stragany obłożone kolorowymi owocami i warzywami cieszą oczy. Słońce i khareef czynią je naprawdę smacznymi.
Jednak złotem Zufaru pozostaje nadal kadzidło. Mamy zwiedzić jeszcze Muzeum Kadzidła na terenie Parku Archeologicznego Al-Baleed, wpisanego na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO jako część Szlaku Kadzidlanego. Niestety ma awarię prądu. Mając jeszcze czas w drodze powrotnej zatrzymujemy się obok dziewiętnastowiecznego zamku w Taqah zbudowanego z kamienia i gliny, i pełniącego funkcję rezydencji królewskiego namiestnika oraz twierdzy obronnej. Przy okazji zwiedzamy tradycyjny omański dom z kamienia, w którym panuje naturalna klimatyzacja. Nieopodal jest omańska restauracja, w której podają majboos (danie z mięsa i ryżu), pieczoną rybę, sos, sałatkę i napoje gazowane (alkoholu się tu nie pija). Każda restauracja ma oddzielne, zamykane pokoje, w których zasiadają rodziny. W tym miejscu kobiety mogą odkryć twarz podczas posiłku nie pokazując się nikomu. Zanim kelner wejdzie do środka, puka, aby kobieta zdążyła założyć nikab. Omańczycy posilając się siedzą na podłodze i jedzą rękami z jednego talerza.
W pobliżu zamku w Taqah znajduje się meczet Shaikh Al-Afeef oraz cmentarz, na którym pochowano matkę sułtana Kabusa – Mazoon al-Mashani, wuja i dziadka. To chyba jedyne groby w Omanie oznakowane kamiennymi tablicami, z wyrytymi wersami Koranu i nazwiskami zmarłych. Groby muzułmańskie są bezimienne. Zmarłego chowa się w ziemi, owiniętego w całun i ułożonego na boku i zakopuje, a na grobie ustawia się kamienie – dwa w przypadku mężczyzny, trzy w przypadku kobiety. Muzułmanie nie odwiedzają swoich zmarłych. Nie przynoszą im kwiatów i nie zapalają świeczek. Zmarli odchodzą. W Omanie w wielu miejscach na poboczach widać kamienne pola. To bezimienne cmentarze.
Szlakiem Kadzidlanym do wrót pustyni Ar-Rab al-Chali
Autostrada wiodąca z Salali do Maskatu jak serpentyna tnie masyw Dżabal Samhan, wznosząc się ponad tysiąc metrów nad poziom morza. Po lewym pasie śmigają samochody terenowe z czerwonymi tablicami rejestracyjnymi wożące turystów. Po prawym ślimaczą się ciężarówki. Większość tirów z przyczepami przewozi nowe samochody – oznaka, że rynek motoryzacyjny ma się tu dobrze. Nic dziwnego, skoro litr benzyny kosztuje pół dolara.
Docieramy do Parku Wadi Dawkah chroniącego naturalne siedliska drzew kadzidłowych, kolejnego miejsca wpisanego w 2000 roku na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO jako część Szlaku Kadzidlanego odpowiadającego historycznej Krainie Kadzidła. W Wadi Dawkah, na obszarze 5 km2 rośnie ponad tysiąc drzewek Boswellia sacra. Są one dość niepozorne – niskie i rozłożyste przypominają bardziej krzaki. Mają drobne listki i delikatną, jasną korę. Tę nacina się, by z pnia spłynęła limfa i skrystalizowała się. Z rany wydobywają się mleczne „łzy”. Zbiera się je od wiosny do jesieni. Produktem końcowym są bryłki zastygłej żywicy różnej wielkości i o różnym zabarwieniu. Te jasne mają najwyższą jakości i zastosowanie homeopatyczne, medyczne oraz kosmetyczne. Te ciemniejsze lub brunatne używa się do palenia w kadzielnicach i aromaterapii. Kadzidło od wieków było jednym z najbardziej pożądanych towarów handlowych, zwłaszcza w czasach starożytnych. Jego unikalny zapach i wszechstronne zastosowanie sprawiły, że stało się symbolem luksusu, duchowości i zdrowia. Jest stosowane w wielu religiach w celach kultowych do oczyszczania miejsca i pogłębienia skupienia. Dym z kadzidła symbolizuje wznoszenie się modlitw do nieba.
Z olibanum - żywicy zebranej w Wadi Dawkah produkuje się olejek kadzidłowy oraz słynne, luksusowe perfumy Amouage, nazywane perfumami sułtana. Marka powstała w 1983 r., właśnie w Omanie z woli sułtana Kabusa, założona przez ministra jego rządu – Sayyida Hamada ibn Hamouda al-Busaidiego. Pierwszy zapach marki Amouage Gold, stworzony przez mistrza perfumiarstwa Guy’a Roberta był intensywny z nutami kadzidła, róży, mirry, drzewa sandałowego i o wyjątkowej trwałości. Perfumy szybko podbiły świat, osiągając zawrotne ceny ze względu na unikalne i rzadkie składniki oraz ekskluzywne flakony. Mogą kosztować od kilkuset do kilku tysięcy omańskich riali. Są „najcenniejszym zapachem świata”. Od 2022 roku firma Amouage we współpracy z Ministerstwem Dziedzictwa i Turystyki Omanu przejęła teren parku w ramach pilotażowego projektu dla omańskiego przemysłu kadzidłowego. Menadżer Amouage – Renaud Salmon myśli o plantacji „inteligentnych drzew”. Na obszarze Wadi Dawkah w ciągu dziesięciolatki ma zostać posadzonych 15 tysięcy drzew Boswellia sacra i każde z nich będzie posiadać swój kod QR. Drzewa można zaadoptować opłacając rocznie kwotę 250 dolarów. W zamian otrzyma się flakon perfum Amouage oraz olejek kadzidłowy.
Raz jeszcze patrzę na rozległą przestrzeń Wadi Dawkah. Tu kończą się góry i zaczyna pustynia. Suchy klimat i piaszczysta gleba są idealne dla drzew Boswellia sacra. To skarb Omanu.
Autostrada ciągnie się dalej do Thumrait. To już prosta droga. Widoki stają się coraz bardziej monotonne. Zaczyna się kamienna pustynia. Tylko znaki ostrzegawcze z wielbłądami przypominają, żeby nie tracić czujności. Na skrzyżowaniu okrężnym w Thumrait drogi rozchodzą się. Ta w prawo prowadzi do Maskatu, ta w lewo do Jemenu. My jedziemy prosto. Teren staje się zupełnie płaski, kamienie coraz mniejsze, a piasek coraz bardziej miałki.
Dostrzegamy wreszcie kierunkowskaz z napisem Ubar. Stanowisko archeologiczne Shirsr znajduje się obok wioski Ash Shisr. Jego ruiny zostały odkryte w 1992 r., dzięki analizie obrazów satelitarnych, mających na celu zlokalizować starożytne drogi karawan na Szlaku Kadzidlanym. To czwarte miejsce wpisane na listę UNESCO. Dawniej znajdowała się tu ważna oaza, o czym świadczy studnia i pozostałości murów. Jednak według niektórych to właśnie tutaj istniało legendarne miasto Ubar, nazywane „Atlantydą Pustyni”. Wspominane w Koranie jako Iram o Wysokich Kolumnach i zniszczone przez boski gniew, gdyż jego mieszkańcy popadli w pychę dopuszczając się występków. Tu zatrzymywały się handlowe karawany wiozące mirę, kadzidło i złoto, aby odpocząć i uzupełnić zapasy przed wyruszeniem na pustynię, w kierunku Arabii, Egiptu i Mezopotamii. Historia Atlantydy Pustyni może być jednak bardziej prozaiczna. Oaza zapadła się pod ziemię w wyniku erozji i zawalenia się wapiennych jaskiń.
Docieramy wreszcie do bram pustyni Ar-Rab al-Chali. Kończy się asfaltówka i zaczyna piach. Terenowa toyota włącza tylni napęd by się nie zakopać. Naszym oczom ukazują się wspaniałe, majestatyczne, złote wydmy. Samochód rozpędza się by wjechać na jedną z nich. Na tę najniższą… Dalszą drogę trzeba pokonać boso.
Ar-Rab al-Chali – jedna z największych i najbardziej surowych pustyń piaszczystych na świecie. Jest nazywana „Pustą ćwiartką” lub „Pustym kwartałem”. Zajmuje 650 tys. km2 rozciągając się przez terytoria Arabii Saudyjskiej, Omanu, Jemenu i Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Jej długość liczy ponad 1200 km a jej szerokość wynosi 500 km. To rozległe terytorium kształtują wydmy podłużne, barchany, wydmy poprzeczne, wydmy gwiaździste, wadi – czyli koryta starych rzek, solniska i kratery meteorowe Waber.
Opowieści Beduinów przekazywane z pokolenia na pokolenie, mówiły, że w pobliżu Ubar znajduje się bryła żelaza wielka jak garb wielbłąda. Harry Saint John Bridger Philby – arabista, podróżnik, pisarz oraz oficer brytyjskiego wywiadu - poszukujący zaginionego miasta, w 1932 r. natchnął się na kratery po upadku meteorów oraz na bryłę naturalnego żelaza. Ubaru jednak nie znalazł…
„Pusta ćwiartka” zawsze fascynowała odkrywców i podróżników. Wiele zachodnich ekspedycji próbowało podążać śladem karawan, głównie w poszukiwaniu surowców: D.E Cheeseman (1923), Burtram Thomas (1930), John Philby (1932), Wilfred Thesiger (1945). Thesiger przeprawił się przez pustynię dwukrotnie z pomocą miejscowych Beduinów i opisał swoje wrażenia w książce Arabian Sands. Ostatnim był włoski odkrywca i wyczynowiec Max Calderan. 2 lutego 2020 roku przeszedł Al-Rab al-Chali w 18 dni pokonując 1100 km, wyruszając z oazy Najran w Arabii Saudyjskiej i docierając do granicy ZEA. Trasę, którą przebył na jego cześć nazwano Linią Calderana.
Siedzę na wydmie zwrócona twarzą w kierunku zachodzącego słońca. Podziwiam piękny, surowy krajobraz piaskowych gór ciągnących się aż po horyzont. Wsłuchuję się w ciszę. Teraz naprawdę dotarłam do nicości – do jednego z najbardziej nieprzyjaznych miejsc na świecie, pozbawionego wody, roślinności i nie zamieszkiwanego przez nikogo. Dotarłam do pustki.
AGNIESZKA ZAKRZEWICZ