venerdì 31 gennaio 2014

Jak parują ludzie



Odwiedzam Al-Ameria Shelter, miejsce, do którego Irakijczycy przywożą każdego obcokrajowca, a już obowiązkowo zagranicznych dziennikarzy. Z zewnątrz budynek nie różni się niczym szczególnym od innych zabudowań przemysłowych, jakich pełno w Bagdadzie. Mur odgradzający od ulicy, płaski dach, normalne wejście – jak do jakiejś małej fabryki. W rzeczywistości to nowoczesny schron konstrukcji fińskiej na wypadek ataku bakteriologicznego – z murami żelbetonowymi grubymi na trzy metry i podwójnymi drzwiami zatrzaskującymi się automatycznie w chwili wybuchu.

 

Tekst: AGNIESZKA ZAKRZEWICZ
Fotografie: SERGIO RISPOLI I AGNIESZKA ZAKRZEWICZ


Al-Ameria Shelter Amerykanie zbombardowali 15 lutego 1991 r. twierdząc, że było to centrum dowodzenia wroga. Prawdę pokazała pierwsza CNN – Peter Arnett był na miejscu, gdy wynoszono to, co zostało ze zwęglonych zwłok kobiet i dzieci. Zginęło 400 osób. 


W Jordanii i Tunezji ogłoszono żałobę narodową, inne kraje arabskie uczciły ofiary minutą ciszy. Amerykański rzecznik prasowy gen. Neal nie wykluczał, że Saddam w ostatnim momencie ukrył w schronie cywili, aby oczernić USA. Ówczesny sekretarz obrony Cheney podkreślił, że bombardowanie było zamierzone i wykonane z wielką precyzją. Irakijczycy oskarżali Finów o to, że przekazali Amerykanom plany wszystkich schronów wybudowanych nad Tygrysem i Eufratem.
Po wojnie zbombardowany bunkier w willowej dzielnicy Amirija, w zachodniej części Bagdadu, został przemieniony w mauzoleum ofiar. W samym środku znajduje się krater, z którego wystają najeżone żelazne pręty. W uzbrojonym suficie olbrzymia dziura – jakby ktoś rozpruł konserwę. Na osmalonych murach wiszą zdjęcia ofiar, które przemieniły się w małe ołtarzyki przystrojone w kwiaty, listy, pamiątki. Z fotografii patrzą oczy dzieci i matek.
Kustoszem jest kobieta, która widziała wybuch z bardzo bliska. Teraz ma pusty wzrok, jest w nim jednak rozpacz, obłęd i nienawiść. Za każdym razem, gdy opowiada swoją historię, przeżywa wszystko od nowa.
– Kilka minut przed wybuchem wyszłam na zewnątrz, by zrobić pranie, bo w schronie znajdowaliśmy się już od kilku dni ze względu na masowe bombardowania. Usłyszałam przerażający huk i kiedy odwróciłam się, zobaczyłam jak coś spada na schron. Wtedy drzwi się zatrzasnęły i już nikt nie mógł wyjść na zewnątrz. Schron zmienił się w pułapkę. Po chwili zobaczyłam, jak jeszcze coś spada i nastąpił wybuch. Uświadomiłam sobie, że były to bomby.
Dwie "inteligentne" bomby perforujące zadebiutowały podczas Pustynnej Burzy z zadziwiającym sukcesem. Pierwsza przebiła żelbetonowy strop i wwierciła się w głąb ziemi, druga z chirurgiczną precyzją spadła w to samo miejsce, wywołując spustoszenie podobne do małej bomby atomowej.
– Pod tą ścianą stały łóżka piętrowe, tam, na suficie, pozostały ślady dziecięcych rączek i gałek ocznych, które wtopiły się w żelbeton. Kiedy ugaszono wreszcie ogień, resztki ludzkie były
stopione z żelazem.
Przewodniczka zaczyna swój makabryczny tour.

– To, co widzicie, to są cienie matek z dziećmi na ręku, które utrwaliła na ścianie wysoka temperatura, jaką wywołał wybuch. Kobieta była pochylona i przyciskała niemowlaka do piersi.
Schron miał dwa poziomy, na dole znajdowała się kuchnia i sanitariaty. Wybuch spowodował, że pękły rury i woda zalała wszystko. Ludzie ugotowali się żywcem. Wyciągano później trupy, z których zeszła skóra.
– To są moje dzieci, które zabili amerykańscy imperialiści.
Na pytanie, jak się nazywa, odpowiedziała z urazem w głosie, że z bólu zapomniała, więc każe mówić na siebie "cień".


© AGNIESZKA ZAKRZEWICZ, 2001


----------------------------------------------------------------------
Wszystkie teksty i zdjęcia zamieszczone na tym blogu są chronione prawem autorskim.
Wszelki plagiat, przedruk lub wykorzystywanie bez zgody autora
jest wykroczeniem i roszczenia z tego tytułu będą dochodzone
na drodze sądowej.

Nessun commento:

Posta un commento

Nota. Solo i membri di questo blog possono postare un commento.